Mieszkania i domy kupowane w ramach kredytów hipotecznych w różnych miastach zasadniczo się różnią. Niestety. Ci, którzy znajdują sie bliżej większych aglomeracji miejskich muszą się liczyć z większymi kosztami niż mieszkańcy małych miasteczek do kilkunastu tysięcy ludzi. Wiążę się to z prestiżem danej lokacji i rynkiem, który w dużych miastach bije niestety po kieszeniach kredytobiorców.
Przykładowo 3 pokojowe używane mieszkanie w bloku w Jarocinie kosztuje około 130 tys. PLN, gdzie za taki sam metraż w Szczecinie trzeba zapłacić od 200 tys. w zwyż. Jarocin jak wiadomo jest powiatowym miastem w Wielkopolsce, znanym z odbywających się tam festiwali rockowych, znacznie mniejszym od Szczecina. Ostatnie z wymienionych jest pępkiem województwa zachodniopomorskiego, które stopniowo zaczyna się rozwijać w ramach projektu floating garden 2050. Lokalizacja wpływa zatem jak widać na ceny mieszkań – Wielkopolska nie jest przecież opóźniona gospodarczo, ale wielkość miast i rynku pracy to credo dla cennika.
Developerzy z innego punktu widzenia oceniają inwestycję jaką jest kupno mieszkania – dla nich to zastrzyk gotówkowy, który ma procentować w najbliższych latach. Sprzedany po zaniżonej cenie nie będzie się opłacał i stąd takie wysokie ceny. Nie inaczej sytuacja wygląda też w przypadku Wrocławia czy Torunia, tam mieszkania także szacują się w granicach 200 tys. PLN. Miasto daje większe możliwości pracy, więc i cennik musi pozostać adekwatny do takich wytycznych.
Inwestowanie w mieszkanie często wymaga od developera zaciągnięcia kredytu, który stanowi jeden z najwyższych w całym środowisku kredytowym. Banki długo zwlekają z udzieleniem tego typu pożyczki przez wzgląd na to, że nie posiadają po prostu w swoich zasobach tak wysokiego depozytu. Kiedy inwestor jednak już go otrzyma chciałby zapewne, żeby mu sie on zwrócił z jak najwyższymi procentami. Cennik mieszkań ściśle wpisuje się również w aktualną inflację, która dyktuje warunki procentowe i konsumpcyjne, nie może być on niższy jeśli wartości cenowe szybują w górę.
Z punktu widzenia mieszkańców i potencjalnych kredytobiorców może się to okazać niesprawiedliwe, ale jednak…konieczne. Im miasto ma lepsze notowania w kontekście rozwoju gospodarczego i atrakcyjnej lokalizacji, tym wyżej trzeba będzie za to zapłacić w momencie wykupu mieszkania. Decydując się na związanie swojego życia z przestrzenią miejską, szumem tramwajów i komunikacji miejskiej musimy się liczyć z tym, że za mobilniejszy dostęp do kultury i sieci sklepów poniesieniemy finansowe konsekwencje. Cennik mieszkań między miejscowościami małymi i dużymi raczej się nie zrównoważy, więc każdy wie, na co sie pisze.

Niestety to prawda, ale logiczna i chyba zrozumiała. Sam pochodzę z niewielkiej miejscowości i kiedy po studiach zamieszkałem we Krotoszynie odczułem po kieszeni różnicę w cenniku. a developerzy chcą na czymś zyskać…z drugiej strony ceny mieszkań powoli idą w dół, więęc może już niedługo te różnice nie będą aż tak rażące.
Nie tylko ceny mieszkań idą w dół, ale również ich metraż. Przeczytałam dzisiaj, że developerzy rezygnują z budowania większych mieszkań, ponieważ im sie to po prostu nie opłaca. Nie ma zbytu, a taka sytuacja nie zwróci przecież inwestorowi kosztów za zaciągnięty kredyt na budowę. Niestety to przymus dyktuje warunki.